
Lista zadań jako mapa albo bat
2026-06-16
Oddech, kora przedczołowa i powrót do siebie
2026-06-17Kora przedczołowa, derealizacja i poczucie „nie jestem sobą”
Co dzieje się z mózgiem, gdy układ nerwowy jest przeciążony?
W gabinetach psychologicznych bardzo często pojawiają się osoby, które mówią:
- „Czuję się jak za szybą.”
- „Mam wrażenie, jakbym był pod wodą.”
- „Świat wydaje się nierealny.”
- „Patrzę na siebie jak na obcego człowieka.”
- „Nie czuję się sobą.”
Dla wielu osób brzmi to przerażająco. Pojawia się lęk przed utratą kontroli, chorobą psychiczną, a nawet „wariowaniem”.
Tymczasem zarówno współczesna neurobiologia, jak i psychologia głębi pokazują, że takie doświadczenia bardzo często są naturalną reakcją przeciążonego układu nerwowego.
Nie są oznaką utraty rzeczywistości.
Są oznaką przeciążenia systemu, który próbuje sobie poradzić.
Kora przedczołowa nie jest włącznikiem światła
Kora przedczołowa (PFC) odpowiada między innymi za:
- refleksję,
- planowanie,
- ocenę sytuacji,
- hamowanie impulsów,
- nadawanie znaczenia doświadczeniom.
Można powiedzieć, że jest tłumaczem rzeczywistości.
Problem polega na tym, że tłumacz również się męczy.
Podczas snu aktywność kory przedczołowej naturalnie spada. Mózg przechodzi w tryb regeneracji, zmieniają się poziomy neuroprzekaźników, melatoniny i aktywność wielu struktur odpowiedzialnych za czuwanie.
Dlatego rano część osób przez pierwsze kilkadziesiąt minut funkcjonuje jak człowiek, który dostał instrukcję obsługi świata napisaną w nieznanym języku.
Potrzeba światła, ruchu, czasu, nawodnienia i energii, by układ odpowiedzialny za analizę i interpretację rzeczywistości wrócił do pełnej sprawności.
To nie wada.
To biologia.
Dlaczego wieczorem wszystko wydaje się gorsze?
Wieczorem dzieje się proces odwrotny.
Po całym dniu kora przedczołowa zaczyna być zmęczona.
W efekcie:
- trudniej zachować dystans,
- łatwiej uwierzyć własnym myślom,
- łatwiej wpaść w katastrofizację,
- łatwiej uruchamiają się stare schematy.
To dlatego problemy o 23:00 wydają się gigantyczne, a następnego dnia rano często wyglądają znacznie mniej dramatycznie.
Nie dlatego, że rzeczywistość się zmieniła.
Zmieniła się zdolność jej interpretowania.
Gdzie pojawia się derealizacja?
Gdy napięcie w układzie nerwowym staje się wysokie, organizm zaczyna przełączać się na tryby przetrwania.
Kluczową rolę odgrywają wtedy:
- ciało migdałowate,
- układ limbiczny,
- autonomiczny układ nerwowy.
Ich zadaniem nie jest filozofowanie nad sensem życia.
Ich zadaniem jest przetrwanie.
Kiedy alarm działa zbyt długo, organizm może uruchomić mechanizm ochronny zwany dysocjacją.
W neurobiologii uważa się ją za sposób ograniczania przeciążenia emocjonalnego i fizjologicznego.
To właśnie wtedy mogą pojawić się doświadczenia takie jak:
- derealizacja,
- depersonalizacja,
- poczucie oddzielenia od siebie,
- poczucie bycia obserwatorem własnego życia,
- uczucie „świata za szybą”,
- uczucie „bycia pod wodą”.
Paradoks polega na tym, że te objawy często pojawiają się nie dlatego, że mózg przestaje działać.
Pojawiają się dlatego, że próbuje chronić organizm przed nadmiernym pobudzeniem.
„Nie jestem sobą” nie oznacza utraty siebie
To jeden z najbardziej przerażających objawów dla osób zmagających się z lękiem i przeciążeniem układu nerwowego.
Człowiek budzi się pewnego dnia i mówi:
„Czuję się obco.”
„Jakby coś się zmieniło.”
„Jakbym stracił siebie.”
Z perspektywy neurobiologicznej najczęściej nie dochodzi do utraty poczucia tożsamości.
Dochodzi do zaburzenia dostępu do normalnego doświadczenia siebie.
To trochę tak, jakby radio nadal nadawało tę samą stację, ale sygnał był zakłócany przez szumy.
Tożsamość nie znika.
Zmienia się sposób jej odczuwania.
Jung: kiedy psychika wycofuje energię ze świata
Psychologia analityczna Junga wnosi tutaj niezwykle ciekawą perspektywę.
Jung zauważył, że w okresach silnych kryzysów psychicznych energia psychiczna często wycofuje się z zewnętrznego świata i kieruje do wnętrza.
Wtedy człowiek może doświadczać:
- poczucia obcości wobec rzeczywistości,
- utraty dawnych punktów odniesienia,
- zawieszenia między starym a nowym sposobem funkcjonowania.
W procesie indywiduacji często pojawia się etap, w którym stare struktury psychiczne przestają działać, a nowe jeszcze się nie ukształtowały.
Subiektywnie może to przypominać:
„Nie wiem, kim jestem.”
„Nie czuję się sobą.”
„Świat wydaje się dziwny.”
Jung nie traktował takich stanów automatycznie jako patologii.
Często postrzegał je jako fazę przejściową procesu transformacji psychicznej.
Oczywiście pod warunkiem, że człowiek zachowuje kontakt z rzeczywistością i nie dochodzi do poważniejszych zaburzeń psychotycznych.
Trauma, terapia i okres przejściowy
Podczas zdrowienia po traumie wiele osób zakłada, że będzie czuło się coraz lepiej każdego dnia.
Układ nerwowy ma jednak własne pomysły.
Kiedy organizm zaczyna czuć się bezpieczniej, często wypuszcza materiał, który wcześniej był tłumiony.
Mogą wtedy pojawiać się:
- fale napięcia,
- silniejsze emocje,
- wspomnienia,
- okresowe nasilenie derealizacji,
- poczucie nierealności.
Nie oznacza to automatycznie pogorszenia.
Często oznacza to, że system przestał zużywać całą energię na tłumienie doświadczeń.
Dlaczego świat wydaje się „za szybą”?
Z neurobiologicznego punktu widzenia derealizacja jest związana między innymi z zaburzeniem integracji informacji pomiędzy emocjami, ciałem i świadomym przetwarzaniem.
Mózg nadal widzi świat.
Nadal rozpoznaje ludzi.
Nadal wie, gdzie jesteś.
Jednak emocjonalne poczucie obecności zostaje częściowo stłumione.
W efekcie świat może wydawać się:
- płaski,
- odległy,
- sztuczny,
- nierealny,
- jak oglądany przez szybę lub ekran.
To nie jest utrata kontaktu z rzeczywistością.
To zmiana sposobu jej przeżywania.
Co dzieje się podczas zdrowienia?
Jednym z najważniejszych momentów zdrowienia jest chwila, gdy człowiek przestaje interpretować każdy objaw jako zagrożenie.
Wtedy:
„świat za szybą” staje się objawem zamiast katastrofą,
„jestem pod wodą” staje się doświadczeniem zamiast dowodem choroby,
„nie czuję się sobą” staje się sygnałem przeciążenia zamiast dowodem utraty tożsamości.
Neurobiologia nazwałaby to wzmacnianiem połączeń między korą przedczołową a układem limbicznym.
Jung powiedziałby prawdopodobnie, że ego przestaje walczyć z doświadczeniem i zaczyna nawiązywać dialog z tym, co nieświadome.
Brzmią jak dwa różne języki.
W praktyce opisują bardzo podobny proces.
Proces, w którym człowiek przestaje uciekać przed własnym doświadczeniem i zaczyna je rozumieć.
I właśnie wtedy często okazuje się, że uczucie bycia „pod wodą”, „za szybą” czy „nie sobą” nie było końcem drogi.
Było jednym z etapów przechodzenia przez nią.

